Tytuł, który zrozumiemy dopiero podczas lektury. Recenzja- „Błoto” Hillary Jordan

Gdy dostałam propozycję napisania recenzji tej książki przez chwilę się wahałam. Po pierwsze „Błoto” brzmi średnio zachęcająco. Po drugie wydane jest przez Wydawnictwo Otwarte, które nierozerwalnie kojarzy mi się z młodzieżówkami, a ja mam ostatnio zdecydowany przesyt tym gatunkiem. Dopiero po przeczytaniu opisu powieści na stronie wydawnictwa coś zaskoczyło. Czyżby to było zupełnie coś innego niż się spodziewałam? Otwarte zrywa z wizerunkiem wydawnictwa młodzieżówkami stojącym i sięga po tytuły które nie zdziwiłyby mnie u Wydawnictwa Literackiego?

Ameryka podczas II Wojny Światowej, nie przypominała sielankowego obrazka. Przynajmniej nie wszędzie i nie dla wszystkich ten obrazek wyglądał tak samo. Rodzina McAllanów przeniosła się na farmę by żyć marzeniem Henrego, jednak życie plantatora nie jest tak proste. Gdy rodzina boryka się z wieloma problemami zza oceanu wraca Jamie, który jest przeciwieństwem statecznego południowca. W Europie zaznał innego życia, bez podziałów rasowych i segregacji, jak to wszystko przełoży się na jego życie w delcie Missisipi? Czy jego przyjaźń z Ronselem, synem czarnoskórych dzierżawców przyniesie cokolwiek poza niebezpieczeństwem?

Książki mogą nam się spodobać lub nie. Wzbudzić emocję albo przejść bez echa. Są jeszcze powieści takie jak ta… Książki które wchodzą nam pod skórę, o których myślimy na długo po zakończeniu ostatniej strony. Błoto należy do tej ostatniej, wyjątkowej grupy. Minęła doba odkąd odłożyłam książkę, a ciągle wracam do niej w myślach.

O czym dokładnie Błoto opowiada? Mówi o segregacji rasowej w Ameryce. O głębokich niesprawiedliwościach i podziałach dla nas niepojętych. O czasach gdzie amerykanie na jednym kontynencie walczyli z nazistami i wyzwalali ludzi którzy byli zniewalani przez swoją wiarę, a jednocześnie u siebie w domu pilnowali by czarnoskórzy nie wchodzili tym samym wejściem do sklepu.  Jednak nie tylko. Błoto jest również o miłości- mężczyzny do jego ziemi, kobiety do męża. Ukazuje różnicę między małżeństwem, a tym czego tak naprawdę się pragnie… Opowiada nam smutną historię o kobietach które żyły w czasach nie tak odległych od naszych, jednak ich życie wyglądało diametralnie inaczej? A może gdy odrzucić różnice gospodarcze, tak naprawdę współczesne żony mają wiele wspólnego z tymi w latach ’40?

Pierwszy rozdział ukazuje nam koniec, jednak to jak do niego doszło i gdzie rozpoczęła się historia dopiero się dowiemy. Zabieg narracji pierwszoosobowej nie jest niczym unikatowym, jednak wybranie na narratorów aż sześciu bohaterów to prawdziwy skok na głęboką wodę. Szczególnie gdy narratorzy tak się od siebie różnią- biały plantator, czarny dzierżawca, jego czarna i niepiśmienna żona, czy wykształcona miejska kobieta różnią się od siebie dosłownie wszystkim. Autorka w fenomenalny sposób wniknęła w ich osobowości, wyciągnęła różnice ale i wyłapała podobieństwa. Sprawiła że jej postacie ożyły gdy opowiadały nam swoją część historii.

To chyba najlepsza książka tej wiosny. Na pewno jedna z lepszych jakie miałam przyjemność przeczytać. Tak inna od wszystkich, tak bardzo poruszająca. Tak świetnie napisana.

Wydawnictwo Otwarte- jestem pod wrażeniem.

 

Reklamy

2 myśli w temacie “Tytuł, który zrozumiemy dopiero podczas lektury. Recenzja- „Błoto” Hillary Jordan

  1. Iskierka_czyta pisze:

    Niestety nie mój gatunek i klimat, ale muszę powiedzieć, że zdjęcia jak zwykle genialne. Uwielbiam Twój blog, choć nie zawsze mam czas regularnie zaglądać 🙂

    Pozdrawiam gorąco i życzę dalszych sukcesów!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s