Rozczarowanie potrafi mieć różne oblicza. Recenzja- „Cinder” Marissa Meyer

Wiecie jak to jest gdy wszyscy książkę chwalą. Aż się czytać odechciewa. Z reguły w takich wypadkach daję sobie czas na oddech, nawet jeżeli wydawca może się na mnie obrazić za tak długi termin realizacji recenzji. Dlaczego? Po pierwsze, często jest tak, że premierze towarzyszy wysyp pozytywnych recenzji, często nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością i nie chciałabym by moja szczera opinia zaginęła w lawinie podobnych do siebie publikacji. Po drugie, im większe nadzieje tym większe może mnie spotkać rozczarowanie, a tego bardzo nie lubię. Po trzecie, jeżeli książka jest naprawdę tak dobra to fajnie o niej przypomnieć gdy wielkie boom się już skończy, tak by trafić do tych którzy jakimś cudem spędzili okres promocyjny na Syberii.

Nowy Pekin nie jest miastem snów. Jednak gdy wielka wojna dobiegła końca, a zdziesiątkowana ludzkość postanowiła zawrzeć sojusz, na nic lepszego Wschodniej Wspólnoty nie było stać. Ustabilizowanie sytuacji nie ułatwia śmiertelna epidemia na którą nie ma lekarstwa, ani Księżycowi którzy spoglądają na ludzi z góry… Cinder, uzdolniona mechanik, nie zawdzięcza swych umiejętności tylko praktyce. Jest cyborgiem, a w Nowym Pekinie oznacza to że nie jest traktowana jako coś człowiekowi równego. Będąc zależną od swojej macochy, ciężko pracuje na utrzymanie jej i dwóch przyrodnich sióstr. Nikt nie wie, że los ziemi może niedługo znaleźć się w jej niepozornych rękach…

Cinder, macocha, dwie siostry, bal o którym nie wspomniałam i cudowny książę. Rozumiecie już o co mi chodzi? Tak, podobieństwo do Kopciuszka nie jest faktem który można przeoczyć. Właśnie to było kolejnym powodem dla którego odkładałam w czasie lekturę książki. Wielu pisarzy inspirowało się mniej lub bardziej tą cudowną baśnią. Niewielu się to udało. Czy naprawdę można połączyć historię dziewczynki o czystym sercu, która dzięki swej dobroci i poświęceniu, z odrobiną magicznej pomocy udaje się na bal by poznać swego przeznaczonego, z futurystyczną przyszłością, cyborgami i księżycowym ludem posługującym się jakąś dziwną mocą mogącą wpływać na umysły ludzi?

Szczerze, myślałam że to się po prostu nie może udać. Widzicie, człowiek jednak może się mylić. Może też żałować, że tak długo odkładał lekturę w czasie. Pierwsze strony były ciekawe. Kolejne mnie zaintrygowały. Nawet nie wiem w którym momencie aż tak przepadłam. Czytałam gotując, czytałam usypiając dziecko. Ba! Gdy wieczorny harmider nie pozwalał się skupić i nie mogłam czytać to… uciekłam do łazienki by czytać dalej.

Wiem, że to młodzieżówka. W dodatku już od pierwszych stron zdawałam sobie sprawę z tego kim jest i jaką rolę odegra Cinder. Jednak po raz pierwszy taka przewidywalność mi nie przeszkadzała. Byłam zafascynowana tym w jak gładki sposób Meyer opowiada nam swoją historię, jak przeplata motywy znane z baśni do powieści która teoretycznie udać się nie powinna, a praktycznie wyszła jej jedna z lepszych książek YA jakie czytałam.

Gdy książka ma w sobie to coś nie dostrzegamy jej wad, mimo że zapewne takie istnieją. Zdaje sobie sprawę z przewidywalności wydarzeń. Niektóre postacie zostały wykreowane tylko by odegrać swoją rolę i nie miały w sobie tych odcieni szarości które tak uwielbiam. I wiecie co? Nic mnie to nie obchodzi.

Gdy próbowałam opowiedzieć znajomej co czytam i wyłożyłam jej zarys fabuły zaczynając mniej więcej tak To historia inspirowana Kopciuszkiem, tylko że Kopciuszek to super ulepszony cyborg i ona poznaje przystojnego księcia, jednak zła królowa z księżyca… No cóż gdy usłyszałam sama siebie zaczęłam się śmiać, jednocześnie wciskając jej książkę w ręce by sama spróbowała. Dostałam wiadomość o 3 w nocy w której informowała mnie co mi zrobi za podrzucenie jej TAKIEJ książki gdy ona zaraz ma wstawać do pracy, a jeszcze nie zdążyła się położyć… Może być lepsza rekomendacja?

Reklamy

4 thoughts on “Rozczarowanie potrafi mieć różne oblicza. Recenzja- „Cinder” Marissa Meyer

  1. Bookish Madeleine pisze:

    Niestety mi „Cinder” niezbyt przypadła do gustu, ale chyba należę do mniejszości. Było w niej trochę za dużo elementów, które mnie irytowały i udało mi się szybko przewidzieć zakończenie, więc nie miałam zbyt dużej przyjemności z lektury. Chociaż może za bardzo się czepiałam 😀

    Read With Passion

    Polubienie

    • mocnosubiektywna pisze:

      Właśnie to zaskakuje mnie najbardziej. Książka nie jest majstersztykiem, zakończenie przewidziałam już na samym początku a mimo wszystko…. Ja przepadłam. Nie przejmuj się, każdy czasami musi się poczepiać! Też mam książki na których widok mam odruchowe „bleah” na ustach, a inni się zachwycają 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s