Historia pewnej dziewczyny, która życia nie miała.

Jakiś czas temu znajoma powiedziała mi, że inna znajoma (znacie ten schemat prawda? 😉 ) pytała się jej czy mam jakieś życie. Mój FB milczy praktycznie cały czas, a na Instagramie nie ma zdjęć z kawiarni, z placów zabaw, selfików z imprez, nie prezentuje swoich nowych paznokci itd. To prosty znak, że w życiu mi się nie wiedzie. Nie ważne, że mój Ig jest prowadzony typowo pod blog, że to właśnie jest część mojego życia która sprawia, że czuje się spełniona. Książki to część mnie, chociaż niektórzy nie są w stanie tego zrozumieć.

Czym dla was jest książka?

Zwykłym przedmiotem? Ozdobą na regale? Wiem, że nie. Nikt kto prowadzi, czy czyta blogi książkowe nie traktuje ich w ten sposób. Mimo tego, że różnimy się zainteresowaniami, sposobem życia czy ulubionymi gatunkami łączy nas więcej niż myślimy. Gdy widzę osobę czytającą w kawiarni czy autobusie, zawsze staram się podejrzeć tytuł i gdy okazuje się pokrewny z moimi gustami uśmiecham się sama do siebie. Odruchowo i w sumie bez powodu, jednak na ułamek sekundy czuję dziwną więź i pewność, że oto obserwuję potencjalnie pokrewną duszę.

Wiem czym książka jest dla mnie

Znacie te banały w stylu książki zmieniły moje życie? W moim wypadku naprawdę nie  jest to wytarty frazes, a zdanie którym można streścić więź łączącą mnie z książkami.

W tym momencie powinnam wam opowiedzieć wzruszającą historię o dziewczynce która nie potrafiła znaleźć swego miejsca w świecie. Przez wrodzoną nieśmiałość bała się odezwać gdy liczba słuchaczy przekraczała dwie osoby, a jej stan pogorszył się przez trudną sytuację rodzinną. Jej przygoda z książką rozpoczęła się gdy na półce w Tesco znalazła zdobione wydanie egzotycznie brzmiącego tytułu. Tak Odyseja Homera znalazła nowy dom, a cicha dziewczynka nowego przyjaciela. Później Stephen King wywołał u niej pierwsze dreszcze swoim Miasteczkiem Salem. Jednak nasza bohaterka poczuła się jak w domu, dopiero gdy udała się pierwszy raz w podróż do Hogwartu. Mogłabym wam opowiedzieć o tym, jak stopniowo wciągała się w literacki świat, zapominając o bolączkach dnia codziennego. Jak często szukała w książkach schronienia i zarzucić anegdotką o tym jak kiedyś musiała ograniczyć liczbę wypożyczanych książek ze szkolnej biblioteki, by nie wygrać na koniec roku nagrody, bo wiązałoby się to z wyjściem podczas apelu i odebraniem dyplomu przed wszystkimi uczniami.

Później musiałabym wspomnieć jak wchodząc w dorosłe życie, dalej nie rozstawała się ze swoją pasją i że to właśnie książki uratowały jej życie. Z tym, że byłoby to kłamstwo.

Kłamstwem byłoby ostatnie zdanie, bo cała reszta przedstawia moje początki w czytelniczym świecie. Mimo że książki nie uratowały mi życia, znacząco na nie wpłynęły. Gdy odkryłam czat na Interii przeznaczony dla fanów Harrego Pottera, moja nieśmiałość odeszła w kąt. Okazało się, że przez internet nie wstydzę się wypowiadać własnego zdania, a ludziom się ono podoba. Nawiązałam tam znajomości trwające do dziś! Więc może jednak książki w jakiś sposób jednak uratowały moje życie? Pozwoliły się rozwinąć i otworzyć gdy w końcu byłam na to gotowa.

Nawet sny są inne

Nie śni mi się but, spadanie, czy róża pływająca w szklance mleka (sen znajomej, nie pytajcie…). Moje sny są jak książki które czytam. Czasami wchodzę w historie tak głęboko, że gdy zamykam oczy śnię własną wersję powieści która zaprząta moje myśli.

Innym razem tworzę własne historie. Wierzcie mi, czasami sama sobie przyznaje Oscara za montaż i literacką nagrodę Nobla za książkę która została właśnie zekranizowana w mojej głowie 😉 Kiedyś nawet spisywałam to co ze snów zapamiętałam. Jestem pewna że mam na dysku co najmniej dwóch kandydatów na genialną powieść. Może kiedyś je wydam?

Każdy z was ma inna historię

Każdego droga wygląda inaczej, każdy ma swoją opowieść do spisania. Z chęcią ich wysłucham, więc piszcie śmiało w komentarzach czy mailach (uwielbiam je od was dostawać, dziękuję!).

Chociaż przyznaje się, że z początku chciałam ten post napisać tylko jako pstryczek w nos do znajomej mojej znajomej którą kiedyś znałam. Tak kochana, mam życie. Nawet bardzo dobre i szczerze mówiąc nigdy nie było mi lepiej. Tak, na moim Insta nie ma zdjęć dzieci, imprez i paznokci. Bo Instagram jest dla mnie narzędziem pracy i miejscem które kompletnie oddałam jednej ze swoich miłości- książkom. Zdjęciami synków obklejoną mam całą lodówkę, nie muszę się nimi chwalić 😉

Domyślam się, że znajoma mojej znajomej która moją znajomą już nie jest wie już że książki w moim domu są czymś więcej niż dodatkiem dekoracyjnym. Chociaż wątpię by to zrozumiała… Przynajmniej dzięki niej mogłam się z wami podzielić historią pewnej dziewczyny 😉

Reklamy

6 myśli w temacie “Historia pewnej dziewczyny, która życia nie miała.

  1. Amelia Laura pisze:

    Świetny post!
    W moim życiu jest dokładnie tak samo jeżeli chodzi o książki.
    A na pytanie ” czym jest dla mnie ksiażka” powiem Ci relikwią, która zabiera mnie w świat nie z tej ziemi.
    No i bron Boże, żeby grzbiet był zagięty, albo rogi zniszczone. O NIE! Toż to już podchodzi pod zabójstwo książki.
    NIestety czasami moje zboczenie samą mnie dziwi, ale serce mnie boli jak widzę zniszczoną książkę.

    Polubienie

    • mocnosubiektywna pisze:

      Znam to! W dodatku wszyscy w domu tak dobrze o tym wiedzą, że gdy kiedyś synek zalał mi nowa książkę krzyczał że mi ją odkupi zanim jeszcze zdarzylam buty zdjąć 😉

      Cieszę sie, że na świecie jest więcej ludzi którzy to rozumieją…

      Polubienie

  2. Iskierka_czyta pisze:

    Świetny post, doskonale rozumiem znajomych, którzy oceniają życie „mola książkowego” jako nudne. Był czas, że również nie udzielałam się prywatnie w mediach. Teraz robię to ze względu na swoje kolejne, drugie hobby. Początkowo byłam nazywana nudna. Mój blog „z góry” spisany był na straty, a idzie mi lepiej lub gorzej, ale za miesiąc okaże się, że wytrzymałam aż rok. Rok pisania swoich opinii o książkach i poznawania wspaniałych osób o tych samych pasjach.
    Teraz mam drugi profil? Pokazuje kolejne hobby (nie nowe, bo mam je od 4 lat), więc co słyszę? ŻE TO WSZYSTKO NA POKAZ. Jak robię jakieś tam zdjęcie książek to „wielką fotografkę udaję” i w ogóle ludziom nigdy nie pasuje i lubią plotki… 🙂

    Sądzę, że ważne to trzymać się swojego, o ile sprawia nam to przyjemność !

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s