Wielki Grafoman w dobrej formie. Recenzja- „Wilcze leże” Andrzej Pilipiuk

Lubię odpowiednią dawkę autokrytycyzmu dlatego podejście Pilipiuka do samego siebie robi na mnie wrażenie. O wiele większe niż jego seria o pewnym Jakubie W. Wiem, że cykl ten ma oddane grono fanów, nawet w mojej rodzinie paru się znajdzie, jednak mnie nigdy nie udało się przekonać do tego cyrku. Niby jest humor, jest pomysł, nawet wykonanie całkiem niezłe jednak dla mnie jest też coś bardzo nie tak. Może chodzi tu o postać samego autora, którego światopogląd tak bardzo rozjeżdża się z moim? Dlaczego więc z uporem maniaka zawsze sięgam po jego opowiadania?

Odpowiedź jest prosta- są po prostu naprawdę dobre. Wszystkie grzeszki popełniane przy Wędrowyczu odchodzą w niepamięć. Pamiętam jak czytając 2586 kroków upewniałam się kilkukrotnie czy to na pewno książka jego autorstwa. Może to jakiś błąd, literówka albo na górze znajdę dopisek drobnym drukiem pod redakcją? Gdy później w moje ręce wpadła Czerwona Gorączka upewniłam się, że jednak facet ma talent, nie zawsze on jednak do mnie trafia.

Wilcze leże to dziewiąty już zbiór opowiadań autorstwa Pilipiuka. Tak jak wcześniej przeskakujemy po różnych epokach i bohaterach, trzymając się jednak dość mocno dwóch panów-  Roberta Storma i doktora Skórzewskiego. Przygody tego drugiego powoli zmierzają ku końcowi, jednak naszemu dzielnemu poszukiwaczowi zaginionych skarbów zapewne potowarzyszymy jeszcze długo.

Chociaż nie jestem wielką zwolenniczką krótkich form, dzięki rozbiciu opowieści na krótkie opowiadania autor zagwarantował sobie dwie rzeczy. Po pierwsze bohaterowie nie znudzą nam się za szybko, po drugie uniknie większości błędów jakie mógłby popełnić gdyby wszystko chciał zamknąć w jednej, dłuższej formie. Czy to źle? Absolutnie!

Może i sam siebie nazywa grafomanem, ale jeżeli o opowiadania chodzi jest prawdziwym mistrzem. Z przyjemnością czytałam strona po stronie, a gdy raczyłam się lekturą w wannie przerwałam dopiero gdy woda zrobiła się naprawdę zimna.  Opowiadania które tworzy krążą w okół moich ulubionych gatunków literackich, znajdziecie tutaj odrobinę horroru, fantastyki i przygody.

Ilustracje którymi okraszona jest książka idealnie oddają klimat opowiadań i stanowią swoistą wisienkę na torcie. Za grafiki odpowiada Paweł Zaręba za co należy mu się chociażby odrobina uwagi. Często zapominamy, że grafiki nie wzięły się znikąd, a to czy książka nam się spodoba zależy w dużej mierze od jej przekładu. To ci niezauważeni bohaterowie robią naprawdę dobrą robotę i musimy o nich pamiętać.

Podsumowując… Wilcze leże to zbiór naprawdę dobrych opowiadań. Idealnych na chwilę wytchnienia, dostarczających nam rozrywki i prawdziwej przyjemności. Obojętnie czy lubicie Wędrowycza czy nie, tutaj się nie rozczarujecie.

 

Reklamy

4 thoughts on “Wielki Grafoman w dobrej formie. Recenzja- „Wilcze leże” Andrzej Pilipiuk

  1. Recenzjonistka pisze:

    Hmmmmmm lubię styl Pilipiuka. Serio. Często-gęsto się śmiałam. Ale (zwłaszcza przy „Czerwonej gorączce”) uwierała mi nadmiernie wzmocniona prawa noga Wielkiego Grafomana. I nie tylko politykowanie jest wadą, ale i powtarzające się motywy. Magia przedmiotów, rasistowskie wtręty czy trzymanie się na siłę znanych bohaterów. Ile z nich Autor wycisnął tym razem? Jednak zobaczę.

    Lubię to

  2. cameralness pisze:

    Bardzo ładnie napisane! Szczerze mówiąc, styczność z Pilipiukiem miałam kilka razy, ale po przeczytaniu tego wpisu chyba sięgnę po więcej. Korzystając z okazji, masz bardzo dobry styl pisania i myślę, że zostanę tu na dłużej 🙂 pozdrawiam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s