Kryminał noir w polskim wydaniu? Recenzja „Grimm City. Bestie” Jakub Ćwiek

Nie jest tajemnicą to jak wielką sympatią darzę twórczość Jakuba Ćwieka. Zakochana w Kłamcy, zafascynowana Chłopcami, przeżyłam ogromny szok wchodząc w  świat Grimm City. Tym razem doskonale wiedziałam co mnie tutaj spotka.

Po nagłej śmierci głowy jednej z rodzin Grimm City wydaj się być tykającą bombom. Nikt nie wie co może się wydarzyć,  zawarte pakty mogą w każdej chwili zostać zerwane, a miastu grozi wyniszczająca wojna. Wszystko schodzi na drugi plan, każdy w napięciu przygląda się procesowi który zdecyduje o losach miasta. Nawet złapanie psychopatycznego mordercy zwanego Drwalem nikogo już nie interesuje.

W poprzednich swoich seriach Ćwiek przyzwyczaił nas do swojego specyficznego stylu, bezpośredniego języka i poczucia humoru które może nie każdemu się podobało, ale do mnie trafiało bez problemów. Przyzwyczajona do tego co już mi tak dobrze znane, miałam problem by wejść w Grimm City z taką łatwością z jaką zrobiłam to poprzednim razem. Czytanie z początku szło mi bardzo opornie i dopiero po dobrych stu stronach w końcu poczułam klimat.

Jednak gdy już przywykłam i odnalazłam się na nowo, znów miałam wrażenie, że usiadłam za biurkiem, odpaliłam papierosa i poprawiając kapelusz powiedziałam do faceta w prochowcu Opowiadaj. Ćwiek jest mistrzem opowieści i potrafi snuć swoje historie z niewyobrażalnym wręcz wyczuciem. Wie kiedy nadać tempa, kiedy lekko zwolnić i kiedy zaskoczyć czytelnika zwrotem akcji którego kompletnie spodziewać się nikt nie mógł.

Wszystkie jego książki łączy zamiłowanie do wplatania w treść przeróżnych smaczków. I tak jak w Kłamcy mieliśmy przekrój wierzeń wszelakich, w Chłopcach Piotruś Pan odrodził się na nowo, tak w Grimm City Ćwiek serwuje nam niewyobrażalną mieszankę wszystkich znanych nam baśni. Za każdym razem gdy w tekście wyłapywałam kolejne mrugnięcie okiem i aluzje mniej lub bardziej oczywistą odczuwałam niesamowitą frajdę.

Mimo że akcja rozgrywa się tym razem po dwóch stronach mostu, dalej głównymi bohaterami pozostają nasi wierni stróże prawa. Co dość zaskakujące nie towarzyszymy im jak cienie na każdym kroku ani nie poznajemy historii z dzieciństwa. Są tacy jak miasto- równie złożeni co mroczni, nie należą do nikogo. Świetnie wykreowaną postacią jest nowy zawodnik, w nigdy niekończącej się rozgrywce, Emeth Braddock zwany Bestią.

Podoba mi się to, że autor naprawdę wierzy w inteligencje swoich czytelników. Odpowiedzi nie są położone na tacy, nikt nam nie tłumaczy rzeczy oczywistych, a nawet te nieoczywiste nie zostają wytłumaczone do końca.  Wiele wątków dalej pozostaje bez odpowiedzi i tak naprawdę nie mamy pojęcia co w następnej części zaserwuje nam Bajarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s