Recenzja- „Ludzie i zwierzęta” Antonina Żabińska

Ostatnio w kinach królował Azyl. Czasami film sprawia, że przypominamy sobie o historiach które zdążyliśmy zapomnieć. Dawno, dawno temu słyszałam coś o warszawskim zoo podczas wojny, ale ten strzępek informacji nie zaowocował chęcią zbadania tematu. Dopiero przeniesienie losów Antoniny na wielkie ekrany skłoniło mnie by z tematem zapoznać się głębiej. Jak to zrobić? Można oglądnąć Azyl. Można przeczytać książkę o tym samym tytule. Tylko po co, skoro główna bohaterka może nam sama opowiedzieć swoją historię?

Zawsze wzbraniałam się przed autobiografiami. Ludzki umysł często płata nam figle, a opowiadanie o samej sobie nigdy nie jest do końca obiektywne. Poza tym w dziesiątkach inspirujących ludzi jak wybrać tych których opowieści chcemy wysłuchać? Myślę, że całe życie czekałam na moment gdy ktoś taki jak Antonina, otworzy przede mną drzwi tych, nieznanych mi dotąd, literackich krain.

Moment gdy młode pokolenia przestaną się wsłuchiwać w słowa ludzi których dotknęła II Wojna Światowa, będzie chwilą gdy historia może się powtórzyć. To słowa ocalonych, ich historie, dają świadectwo brutalności minionych czasów. Jednocześnie te same słowa pokazują nam hart ducha, siłę i odwagę nam współczesnym kompletnie nieznaną. Ich dzieje, spisane czy usłyszane uczą nas jak pozostać człowiekiem w nieludzkich czasach. Historia Antoniny Żabińskiej jest najlepszym przykładem na to, że gdy w coś wierzymy jesteśmy w stanie stanąć na przeciw każdej przeszkodzie i pokonać ją, w taki czy w inny sposób.

Wiecie, mam pewien problem. Jak ocenić kogoś życie? Czy mogę oceniać postępowanie Antoniny, jej męża czy też przyjaciół. Czy mogę poddawać w wątpliwość niektóre wydarzenia? Niektóre sytuacje, tak nieprawdopodobne jak czasy w których się wydarzyły? Nie jestem w stanie. Tym bardziej, że autorka skradła moje serce już przy pierwszych stronach…

Swoją miłość do zwierząt Pani Antonina udowodniła nie tylko tytułem. Każdy jej czyn był podyktowany chęcią ochrony istot które ją otaczały. Nie miało znaczenia czy te biedne stworzenie było wydrą, pisklakiem, żydem czy chłopcem przyłapanym na akcji. Promieniująca z niej dobroć sprawiła, że była nie tylko żoną dyrektora zoo, porucznika AK, człowieka który zrobiłby dla narodu wszystko. Była mu równa, a swoimi czynami, mimo że nie tak wielkimi i doniosłymi sprawiła, że zapisała się na stałe nie tylko w naszej historii ale i w wielu ludzkich sercach.

Czytanie wspomnień Antoniny okrasiłam wieloma łzami. Jednak chwilę później słone krople zamieniały się w gromki śmiech. Anegdotki o ludziach i (a jakże!) zwierzętach, były naprawdę mistrzowski i sprawiły, że tak jak autorka, pokochałam wszystkich bez wahania.

Żałuję tylko, że Żabińska spisała i wydała swe wspomnienia w latach 60, gdy komuna i cenzura wywarły na nie zapewne ogromny wpływ. Ciekawa jestem jak ta historia zostałaby opowiedziana teraz…

Wynotowałam sobie tak wiele uwag, zaznaczyłam momenty o których chciałam wspomnieć. Uwagi które teraz kompletnie nic nie znaczą, ponieważ zdałam sobie sprawę, że nie mam w tej sytuacji prawa głosu. Momenty które opowiedziane przeze mnie straciłyby na wartości. Musi wam je opowiedzieć Antonina osobiście. Mam nadzieję, że dacie jej na to szanse.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s