Recenzja- „Chłopiec w pasiastej piżamie” John Boyne

Chłopiec w pasiastej piżamie to zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów, dlatego gdy zobaczyłam książkę na podstawie której film nakręcono nie mogłam się powstrzymać. Wierząc w niepisaną regułę o tym, że film nigdy nie dorówna książce, na samą myśl o genialnej lekturze odczuwałam przyjemne dreszcze oczekiwania. Dostałam niezupełnie to czego się spodziewałam- jednak czy dostałam coś złego?

Wstrząsająca historia pięknej przyjaźni na przekór złu szalejącej wojny.

Dwóch chłopców i dwa światy… Obaj urodzili się w tym samym dniu, miesiącu i roku, ale los traktował ich do pewnego czasu zupełnie inaczej. Bruno, syn niemieckiego oficera, żyje podczas wojny, prawie w ogóle jej nie doświadczając, nie mając świadomości, że ona trwa tuż obok, pochłania ofiary. Szmul, syn żydowskiego zegarmistrza, zna wojnę od tej najgorszej, najbardziej nieludzkiej strony. To ona odebrała mu spokojne dzieciństwo, bezpieczeństwo, przyszłość oraz członków rodziny.

Spotkanie chłopców ma wymiar symboliczny. Odbywa się na granicy dwóch światów. Okazuje się, że przekroczenie jednego z nich powoduje, że stają się równi, ale na pewno nie szczęśliwsi. A może jednak…?

 

Film który znają chyba wszyscy opowiada nam wzruszającą historię dwóch chłopców którzy różnią się tylko swym pochodzeniem. Niestety w czasach w których żyją pochodzenie ma olbrzymie znaczenie… Fabularnie książka nie różni się od swej adaptacji praktycznie niczym, jest jednak w niej coś co sprawia, że diametralnie różni się od filmu.

Akcja jest poprowadzona i spisana tak jakby zrobił to Bruno. Umysł dziewięciolatka różni się znacznie od umysłu dorosłych, tak jak jego spojrzenie na świat. To właśnie ta dziecięca prostota i niewinność sprawiają, że historia ta jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż jakakolwiek adaptacja stworzona przez dorosłych.

Dwóch chłopców, urodzonych tego samego dnia, tego samego roku żyje w diametralnie innych światach. Siedząc po dwóch stronach płotu nie rozumieją czym się różnią. Ich dziecięce rozumy nie są skażone żadnymi sztucznymi podziałami, symbole które tak bardzo dzieliły ludzkość to tylko nic nie znaczące obrazki. Brutalność II wojny światowej dalej nami wstrząsa, jednak gdy spojrzy się na nią niewinnymi oczami dziecka wszystko to staje się jeszcze bardziej niezrozumiałe i zbędne.

John Boyne używa prostego języka dziecka, nie pozbawia go jednak pięknego brzmienia. Historia płynie sama, bez sztucznych ozdobników i zbędnych wstawek, dzięki czemu czyta się ją dosłownie w jeden wieczór. Czasami uznaję to za wadę jednak w tym wypadku jest to zdecydowanie zaleta. Tutaj nie chodzi o przeciąganie przyjemności, o dwieście stron akcji przeplecionych pięciuset stronami opisu drzew otaczających obóz. Opowieść ta miała być jak życie Bruna- krótka, wspaniała i odkrywcza. Zdecydowanie spełniła swoje zadanie…

Nie mam pojęcia dlaczego Chłopiec w pasiastej piżamie nie stał się do tej pory lekturą szkolną. Zdecydowanie trafiłby do serc młodzieży o wiele bardziej niż wiele innych pozycji, często bardzo nietrafionych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s