Recenzja- „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” Anna Lange

Z Kacprem idzie sie dogadać ;) gdy śpi bez problemu zezwala na czytanie ;) #kid #kidsphotography #kids #book #bookstagram #booklover #bookaddict #bookporn #bookphotography #bookworm #break #babyboy #babyphotography #baby #annalange #polishblogger #polishgirl
Gdy w tytule biją po oczach słowa magiczne oraz Scotland Yard nie mogę przejść obojętnie. Chociaż od premiery  minął już jakiś czas, wcześniej po prostu nie dałam rady się zabrać za czytanie i ciągle tęsknie spoglądałam na półkę. Gdy w końcu zaczęłam czytać i szukać informacji o autorce przeżyłam podwójny szok… O jednym przeczytacie w recenzji, drugi nadszedł gdy dowiedziałam się, że po pierwsze to debiut literacki a po drugie Anna Lange to tylko pseudonim pod którym ukrywa się tajemnicza wykładowczyni, a dokładniej profesor nadzwyczajny jednej z warszawskich uczelni. Tajemnicza polka, debiut literacki, epoka wiktoriańska i magia. No jak tu się nie skusić?

Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma jeszcze nazw – jest rok 1873 – co nie znaczy, że nie istnieją te zjawiska.

John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa i nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej również ma liczne problemy. Z pieniędzmi nie jest najlepiej, z prowincji przyjechała młodsza siostra, podwładni krzywo patrzą na zwierzchnictwo młodego eksporucznika artylerii, a najgorsze, że w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów!

Alicja Dobson waha się: zamążpójście czy pielęgniarstwo? Sęk w tym, że konkurenci się nie tłoczą, a zajęcia z magii leczenia na kursie pielęgniarskim okazały się nie całkiem tym, na co miała nadzieję. Clovis LaFay chętnie służy pomocą w tym drugim problemie, a kto wie, może i w pierwszym? Chociaż czegoś się jakby boi…

Książkę czyta się jeszcze lepiej niż się spodziewałam, a to wszystko dzięki temu, że co chwilę towarzyszymy innej postaci. Clovis, Alicja i John przez ten prosty, ale sprawdzony zabieg stają się szybko bardzo nam bliscy, a ich emocji i motywacji wcale domyślać się nie musimy, zostają podane nam na tacy. I  bardzo dobrze, bo przy takim szybkim tempie akcji, wcale nie miałam ochoty analizować krok po kroku każdego zachowania bohaterów. Zresztą bardzo szybko stali się dla mnie niemal realni i ich motywacje czy przemyślenia, nie zaskakiwały tylko wydawały się… Po prostu właściwe i normalne.

Nie zrozumcie mnie źle, w tej książce nic nie jest przewidywalne i banalne. Chodzi po prostu o to, że autorka wykreowała swoich bohaterów tak dobrze, że do ich zachowań nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń i wszystko zachowuje logiczny ciąg. Tym bardziej, że musimy pamiętać w jakiej  epoce osadzona jest akcja, a epoka wiktoriańska rządzi się własnymi prawami. Może niektóre zachowania są dla nas śmieszne czy absurdalne ale są jak najbardziej prawidłowe dla czasów w których dzieje się akcja.

Magia komponuje się tutaj idealnie- w naszej historii nie ma chyba epoki bardziej dla czarów właściwej. Podział na nekromantów, kinemantów i całej reszty magicznej ekipy jest strzałem w dziesiątkę. Czytelnik nie ma problemu ze zrozumieniem podziałów i zależności, bardzo szybko wdrażamy się świat przedstawiony i nie musimy kartkować poprzednich stron bo nagle coś staje się niezrozumiałe. Jednak nie to wcale jest najlepsze. Moment w którym zrozumiałam, że magia zarezerwowana jest dla arystokracji, a zwykły szary obywatel nie ma dostępu do czegoś co jest częścią jego osobowości. Mam nadzieję, że ten wątek będzie jednym z tych które zostaną szerzej rozwinięte w kolejnych częściach.

Wspominałam o podwójnym szoku, jednym z nich była tajemnicza autorka drugim jest to, że ta książka jest AŻ tak przyjemna. Z reguły debiuty, nawet udane, mają w sobie coś co zgrzyta. Często gdy autor decyduje się osadzić swoją powieść w realnej epoce ale wpleść w nią cząstkę fantastycznego świata coś na styku tych dwóch uniwersum coś nie do końca pasuje. Tutaj wszystko jest w sam raz, a każda strona aż się prosi o przeczytanie.

Reklamy

4 thoughts on “Recenzja- „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” Anna Lange

  1. ~lovita pisze:

    Gratuluje maluszka w końcu sie ta historia zakonczyla. Ważne ze dobrze..czytalam clovisa i musze przyznać że odczucia mam podobne i tez nie wierzyłam ze napisal to ktos polskiego pochodzenia!

    Polubienie

  2. ~Anjoai pisze:

    Mam tę książkę na półce, zatem muszę po nią sięgnąć w najbliższym czasie, bo ta nieprzewidywalność kusi i to bardzo! Nawet nie wiedziałam, że pod pseudonimem autorki kryje się Polka – ileż to się można dowiedzieć. 😮

    Na maila wysłałam Ci wiadomość w sprawie ostatniego konkursu – byłabym wdzięczna, jakbyś znalazła chwilkę na zerknięcie. (:

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s