Przedpremierowa recenzja- „Amber” Gail McHugh

Book + breakfast= perfect morning #perfectmorning #eggsforbreakfast #coffeandbook #bookandcoffee #followme #follow #foodpic #foodporn #polishblogger #polishgirl #bookporn #bookworm #amber #przedpremierowo #mchugh

 

Mimo, że Amber przeczytałam już w połowie grudnia musiałam, na prośbę wydawnictwa, wstrzymać się z recenzją. Wiecie jak trudne jest to wyzwanie? Trzymać język za zębami, a palce mocno zaciśnięte w tym wypadku było osiągnięciem prawie niewykonalnym…

Gail McHugh dała się poznać jako autorka Pulse i Collide, romansów tak delikatnych co zmysłowych. Dlatego lektura Amber potrafi zaskoczyć i sprawić, że na autorkę spojrzymy nowym, lekko zaniepokojonym spojrzeniem. Ale zacznijmy od początku.

Amber po traumatycznym dzieciństwie nauczyła się, że skrzywdzić może ją każdy. Skrzętnie wypracowała sobie sposób który pomagał jej czuć się pewnie- seks to przyjemna odskocznia od szarej rzeczywistości nie mająca nic wspólnego z miłością. Początek studiów miał być nowym początkiem, nie spodziewała się jednak jaki rozdział na nią czeka… Nie spodziewała się też tego, że będzie miał on więcej niż jednego głównego bohatera. Brock jest gentlemanem który swoim uwodzicielskim spojrzeniem wygra każde starcie. Ryder to wytatuowany zły chłopiec który na wstępie zniechęcił Amber do siebie swoją butą i pewnością siebie. Jednocześnie sprawił, że nie mogła przestać o nim myśleć. Czy można zakochać się w dwóch mężczyznach jednocześnie?

Już pierwsze strony sprawił, że powieść przypadła mi do gustu. Główna bohaterka z ikrą, niebawiąca się w konwenanse i z ciętym jeżykiem. Dwóch oszałamiających facetów (oczywiście me serce w posiadanie wziął od samego początku Ryder), napięcie seksualne wyczuwalne już na wstępie. Czego tu nie polubić? Jednak nie spodziewałam się, że z tego przyjemnego niezapowiadającego nic świeżego i oryginalnego wstępu wyrośnie coś… coś takiego.

Nie spotkałam się jeszcze z historią opowiadającą o trójkącie w taki sposób. Nie jest to tylko stosunek seksualny w wielu pozycjach ale coś mrocznego i lepkiego, coś co w naszej duszy zagnieżdża się już na zawsze. Nieprzyzwoite sceny przyciągają nas do siebie i sprawiają, że nawet w duszy zakonnicy odezwie się to nieprzyzwoite pragnienie uczynienia tych wszystkich wyuzdanych rzeczy i sprawdzenia czy dają aż taką rozkosz jaką obiecują kwieciste opisy. Trzeba przyznać że McHugh ma prawdziwy talent do opisywania scen łóżkowych w taki sposób, żeby nawet w miejscach publicznych na naszych twarzach wychodził wiele mówiący rumieniec. Trzeba przyznać coś jeszcze… Nie każdemu te sceny mogą się spodobać. Już nie chodzi tutaj o samą erotykę ale o często niezdrowe i pozbawione moralności zachowania naszych bohaterów. Na wielu twarzach poza rumieńcem pojawi się grymas zniesmaczenia, czy lekkiego niedowierzania jednak… Nie przerwiecie czytania. Nie dacie rady. Dlatego tych bardziej pruderyjnych czytelników ostrzegam- to nie jest grzeczny romans. Tutaj zdanie po zdaniu, mrok pochłania nie tylko postacie ale i czytelników, sprawdzając jak daleko nasza moralność jest w stanie się nagiąć. Chociażby w wyobraźni…

Do pruderyjnych osób nigdy nie należałam, w życiu widziałam i doświadczyłam całkiem sporo a mimo wszystko nawet mnie niektóre sceny wprawiały w pewne zakłopotanie i gdzieś tam budził się głos popiskujący coś w stylu Boga w sercu nie mają!!, jednak muszę się przyznać, że nie wsłuchiwałam się w te okrzyki. Moje myśli bardziej zajmowało wizualizowanie wszystkich scen 😉

Nie samym seksem jednak człowiek żyje i nie samym seksem książka stać może. Chociaż niektóre próbują. W Amber znalazłam coś czego się nie spodziewałam, poza romansem dostałam też mroczną i przerażającą wizje tego do czego może prowadzić namiętność dzika i niepowstrzymana przez konwenanse. Krok po kroku wszystko co dobre burzy się jak domek z kart, sprawiając, że nic już nigdy nie będzie takie jak było a każda decyzja zrani rykoszetem wszystkich w okół. Każda z postaci powoli odsłania nam swoje mroczne i skrywane do tej pory oblicze, wszyscy po kolei łamani są na różne sposoby tak by na koniec z tego co zostało ulepić coś co w założeniu ma przypominać znaną nam wcześniej osobę.

Czy książka mi się podobała? Nie. Ta książka nie może się podobać. Tę książkę się kocha całym sobą lub czuje się do niej coś zgoła innego ale równie silnego. Mnie powaliła na kolana, a ten mroczny dreszcz który towarzyszył mi przez całą lekturę będzie ze mną jeszcze bardzo długo.

Reklamy

3 myśli w temacie “Przedpremierowa recenzja- „Amber” Gail McHugh

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s