Recenzja- „Łotrzyki” George R.R. Martin, Gardner Dozois

Jak ja kocham Łotrów! #martin #georgerrmartin #łotrzyki #deamontargaryen #targaryen #book #bookword #bookworm #bookporn #instabook #follow #followme #polishgirl #poloshblogger

 

Kiedyś do opowiadań podchodziłam bardzo sceptycznie. Chociaż nie… „Sceptycznie” to za mało powiedziane. Nie lubiłam opowiadań ponieważ uważałam je za stratę czasu, który wolałam poświęcać czemuś oo wiele obszerniejszemu, historii która rozwijała się swoim tempem i wciągała na dłużej. Opowiadanie nawet te dobre wypluwało czytelnika równie szybko ja się zaczynało i pozostawiało ogromny niedosyt. Dopiero z czasem dojrzałam do czytania krótszych utworów, przekonując się że to właśnie w nich objawia się talent i geniusz pisarza. Jeżeli ktoś jest w stanie na kilkunastu czy kilkudziesięciu stronach porwać czytelnika co dopiero z nim zrobi gdy tych stron będzie miał kilkaset?

Gdy już dojrzałam do czytania opowiadań przemogłam swój lęk i z coraz większą ochotą zaczęłam sięgać po różnego rodzaju antologie. Gdy na rynek wychodzą perełki tak obszerne jak Łotrzyki (992 str), sygnowane nazwiskiem tak genialnego pisarza jakim jest Martin, w dodatku opowiadające o moim ulubionym gatunku bohaterów literackich czyli tytułowych Łotrzyków… Jak mogłabym nie skorzystać z tak wspaniałej okazji?

Z ogromną radością zabrałam się za czytanie, tym bardziej, że gdy zobaczyłam nazwiska widniejące w spisie treści… Wow! Te nazwiska obiecywały naprawdę niesamowitą podróż. Już sam wstęp sprawił, że przebierałam nogami ze szczęścia. Pierwsze opowiadanie- zaskakujące i całkiem sympatyczne. Drugie- bardzo dobre. Ale później było już tylko gorzej. Zdarzały się lepsze lub gorsze momenty, miałam jednak wrażenie, że czytam na siłę. W pewnym momencie złapałam się na tym, że myślami uciekam gdzie indziej. Wielkie nazwiska nie zawsze oznaczają świetne teksty.

Oczywiście nie wszystkie były złe. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie i dla innych opowiadania które dla mnie wypadły najsłabiej (np. Ryczące Dwudziestki) mogą dla kogoś okazać się tymi najlepszymi. Nie mogę powiedzieć, że książka jest tragiczna. Broni się w wielu miejscach i parę razy wywołała u mnie uśmiech czy trwogę. Jednak z całkowitą pewnością wybitną nazwać jej nie mogę. Rozczarowującą? Jak najbardziej.

Szczególnie, że ostatnie opowiadanie o Księciu Łotrzyku prosto ze świata Pieśni Lodu i Ognia było… Największym rozczarowaniem ostatnich miesięcy. Spodziewałam się czegoś z efektem wow a dostałam coś zgoła innego. Skrócona kronika rodu bez większego momentu kulminacyjnego to nie jest to czego po Martinie spodziewają się jego czytelnicy.

Udało mi się wyłowić tutaj parę nazwisk których nie znałam, a które przyciągnęły moją uwagę. Z przyjemnością bliżej przyjrzę się twórczości Gillian Flynn, Mathew Hughes czy Davidowi W. Ball. Mam nadzieję, że przy bliższym kontakcie nie stracą na swojej świeżości i, że dobrze oceniłam ich umiejętności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s