Przymusowy odwyk, czyli jak sprawić by mol książkowy czytać nie mógł…

oczy

Jak sprawić by mol na książki nawet nie spojrzał obojętnie jak bardzo by go kusiły? Spójrzcie na zdjęcie powyżej i spróbujcie odpowiedzieć raz jeszcze 😉 Afirmacja, afirmacją ale są rzeczy których przeskoczyć się nie da. Dlatego teraz w telegraficznym skrócie przedstawię Wam mój poprzedni tydzień:

Piątek:
Budzę się rano jako jednooki bandyta. Nie mogę otworzyć prawego oka, strupy z ropy były równie obrzydliwe co odpychające. Oko po paru godzinach wyglądało tak jak na zdjęciu powyżej. Cały dzień męczarni, przecierania oka, próba nie drapania się i powstrzymywanie łez bezsilności. Maciek zarządził zakaz czytania i korzystania z komputera do odwołania.

Sobota:
Dniówka w pracy była tym czego moja dusza pragnęła najbardziej. Gdy obudziłam się o 4:30 oko dalej było uroczo sklejone jednak nie wyglądało już jakbym trenowała do walki KSW… Niestety zamiast opuchlizny pojawiło się zaczerwienienie. Jednym słowem 12 godzin pracy zapowiadało się na czystą męczarnie, na szczęście po paru godzinach było już lepiej i przeszła mi chęć wydłubania sobie oka.

Niedziela:
Z racji tego, że sobota obeszła się ze mną tak łagodnie czekało mnie kolejne 12 godzin w pracy. Więc znowu pobudka o 4:30 i niespodzianka! Swędzi jak cholera. Koło południa nie dawałam już rady, światło na sklepie, komputery… Gdziekolwiek byłam wariowałam z bólu i pragnęłam wydłubać sobie oko. Byłam już bliska stwierdzenia, że z jednym wyglądałabym przynajmniej oryginalnie… O 14 przyszła koleżanka na zastępstwo, a ja wsiadłam w auto i na SOR. Oczywiście okazało się, że w moim mieście okulisty na weekend nie uświadczysz dlatego razem z Maćkiem zrobiliśmy sobie wycieczkę do Zielonej Góry. Zostałam przebadana i zrównana z ziemią, okazało się, że pani okulistka jest od gałęzi w oku a nie od zapalenia spojówki i jakiś tam stanów zapalnych powieki (tak to przynajmniej nazwała). No nic ważne, że dostałam kosmiczne kropelki które ponoć czynią cuda. Pani doktor podtrzymała również nieformalny zakaz czytania i pisania.

Poniedziałek:
Cuda jednak nie są natychmiastowe bo dalej piekło jak cholera.

Wtorek i środa:
Ha! A jednak się zdarzają! Prawie nie spuchnięta, prawie nie swędziało normalnie mogłam czytać. Zakaz jednak nadal trwał….

Czwartek:
Wiecie co to karma? Komuś musiałam nieźle dokopać. Prawe oko nie uwierało już prawie wcale za to gdybyście zobaczyli lewe. Wszystko przeszło na drugie oko, a oczywiście w pracy odmeldowałam się punktualnie o 6rano. Po trzech godzinach nie wytrzymałam i obdzwoniłam wszystkich którzy mogli mnie zastąpić. Nie mógł nikt. Na szczęście dzień był na tyle zwariowany, że mogłam 2/3 zmiany spędzić na plotkowaniu z serwisantami i rozmowach z prowadzącym. W międzyczasie łykałam hurtowe ilości tabletek przeciwbólowych, moja głowa nie dawała już rady, a wzrok pogorszył mi się do tego stopnia, że nie widziałam nic co było oddalone ode mnie na więcej niż dwa metry.

Oficjalny zakaz zbliżania się do komputera, telefonu i książek został zdjęty dopiero wczoraj wieczorem. Oczy wyglądają już normalnie jednak twarz jest dziwnie zapuchnięta… Wstyd też przyznać, że dalej mam problemy z widzeniem i gdy dziś próbowałam czytać książkę sprawiło mi to pewną trudność.

Mam nadzieję, że rozumiecie już gdzie zniknęłam na tydzień. Oby wydawnictwa były równie wyrozumiałe bo kolejka książkowa ciągle rośnie 😉

Tak poza tematem to czas na małą prywatę i przechwałki. Moja recenzja Portretu Doriana Graya wygrała konkurs na najlepszą recenzję listopadową organizowaną przez Myśli rzeźbione słowem. W drugim konkursie nie miałam już tyle szczęścia ale i tak świetnie się bawiłam. Zajrzyjcie na Lustro Rzeczywiśtości znajdziecie tam masę świetnych tekstów zgłoszonych do konkursu.

Reklamy

10 thoughts on “Przymusowy odwyk, czyli jak sprawić by mol książkowy czytać nie mógł…

  1. ~Lustro Rzeczywistości pisze:

    Nie jesteś jedyną, której oczy się zbuntowały 🙂 Mamy chyba atak kosmicznych wirusów, ponieważ w moich okolicach na wirusowe zapalenie spojówek chorują wszystkie dzieci, a że ja mam malucha w przedszkolu, mnie tez dopadło. Choć obyło się na swędzeniu i króliczej czerwieni. Jednak nie czytałam cały tydzień, a komputer okupowałam drugim zdrowym okiem. Trzymam kciuki, by przygoda się nie powtórzyła 🙂

    Polubienie

    • mocno subiektywna pisze:

      Zazdroszczę i łagodnego przebiegu i dostępu do komputera. Mi się ani jedno ani drugie nie udało 😉 Bałam się, że pozarażam wszystkich w okół na szczęście albo wszyscy są odporni albo moje wirusy są wyjątkowo do mnie przywiązane 😉

      Polubienie

  2. ~Dzosefinn Blake pisze:

    Uuuu, współczuję. To teraz możesz się poczuć jak prawdziwa osoba z wadą wzroku. Wyobraź sobie codzienne takie „niedowidzenie”. I codziennie twój wzrok słabnie. Kto nie walczy z tym problemem ten nie docenia co to za dar móc dobrze widzieć.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s