O jedno zdanie za dużo… Czyli kto musi się pilnować i czy słowo w sieci ma moc?

usta

Chciałam dziś napisać coś bardzo prywatnego i ważnego dla mnie. Miał być wpis zupełnie inny niż ten, bardziej mroczny i brutalny. Dotyczyć miał przemocy nie koniecznie tej najbardziej oczywistej, ale takiej której często nie dostrzegamy- psychicznej. Ile razy nawet nie wiemy, że jesteśmy maltretowani i manipulowani dopóki ktoś nam nie otworzy oczu? Taka przemoc to chyba jej najgorsza odmiana… Siniak się zagoi, a gdy go dostrzeżemy mamy szanse powiedzieć stop. Jednak przemoc psychiczna… To już nie jest takie proste i dla ofiar i dla katów. Obojętnie czy jesteśmy dzieckiem nad którym znęca się w ten sposób ojciec czy dorosłą kobietą w toksycznym związku. Niszczy nas to tak samo. Co bardzo ważne taki rodzaj przemocy jest wprost „idealny” dla kobiet ponieważ nie muszą być silniejsze od swoich partnerów by nimi pomiatać.

Na początku wspomniałam, że miał powstać taki wpis. No właśnie miał. Już miałam w głowie gotowy schemat tego co chcę napisać, wiele przykładów i bardzo osobistych wyznań. Rozważałam jak daleko mogę się posunąć ze szczerością, wygrzebałam w sieci odpowiednie zdjęcie. Stchórzyłam. Dotarło do mnie, że moja historia nie będzie już anonimowa. Wiele szczegółów z mojego życia mogłoby dotrzeć do mojej rodziny czy znajomych a tego bym nie chciała. Mimo, że internet kusi anonimowością, obiecuje utrzymanie naszych wyznań w tajemnicy bardzo często okazuje się, że napisaliśmy o jedno zdanie za dużo. I właśnie to zdanie nas zdradziło. W moim przypadku jest trochę inaczej, blog ten jest moją oficjalną stroną podpisaną imieniem i nazwiskiem, link do niego ma szerokie grono bliskich mi osób. Każde słowo które tu się znajdzie może wpływać na moje kontakty z nimi. Najważniejsze, że mam tego pełną świadomość. Jednak nie wszyscy myślą na tyle przytomnie.

Ile razy słyszeliście bądź sami czytaliście kogoś wpis który jest zupełnie nie na miejscu. Blog, facebook, zdjęcie na Instagramie, komentarz na jakiejkolwiek stronie podpisany jako anonim ale z podanym prywatnym adresem e-mail. Nieważne jest miejsce ale treść. Zdjęcie na Insta dodany przez niepełnoletniego kuzyna na którym jest alkohol lub joint? Wpis na Facebooku lub tag osoby która chwali się świetną zabawą, a w pracy wzięła wolne z powodu choroby? Niewybredny komentarz dotyczący kogoś kto też może to przeczytać ale zapominamy że mamy go na fejsie? Nic nowego. Te sytuacje są tak często, że kompletnie do nich przywykliśmy ale czy ktokolwiek sobie zdaje sprawę z konsekwencji? Okłamanie pracodawcy i chełpienie się tym może stać się powodem zwolnienia, a reszta taki wpadek spowoduje co najmniej ochłodzenie naszych stosunków z co poniektórymi osobami.

Dziwi mnie bezmyślność ludzi, jestem w szoku jak bardzo można być pozbawionym instynktu samozachowawczego. Sama przekonałam się parę razy jak bardzo trzeba uważać… Za czasów NK i początków Facebooka wrzucałam zdjęcia nie myśląc kogo mam w znajomych, później każde z nich było szeroko komentowane przez całą rodzinę. Nauczyłam się wtedy selekcji i zdjęć i znajomych… Wszystkie ciotki dostały tymczasowego bana 😉 Gdy przepraszałam Was za zawieszenie bloga opisywałam swoją sytuację i wspominałam o przyjaciółce która bardzo mocno nadszarpnęła moje zaufanie i okazała się kimś zupełnie innym. Moje nieopatrzne słowa, nie skierowane jasno w nikogo stały się prawdziwą lawiną która naruszyła moje kontakty z wieloma osobami. Ludzie interpretowali to na swój sposób każdy na siłę doszukiwał się w tym swojej osoby. Doszło do tego, że jedna osoba przeczytała to co napisałam, a później pokazała fragment znajomej z pracy twierdząc, że to o niej. Wierzcie mi było wtedy bardzo przyjemnie 😉

Nauczyłam się na swoich błędach, wiem jakie słowa potrafią mieć moc. W internecie wszystko roznosi się lawinowo, nie mamy kontroli nad tym kto, kiedy i jak wykorzysta nasze słowa czy zdjęcia. Tak wiele osób o tym zapomina… Matko przecież teraz nawet firmy kontrolują swoich pracowników na portalach społecznościowych, zanim kogoś przyjmie się do pracy sprawdza się go w google…

Stchórzyłam mając świadomość jak moje wyznania mogą wpłynąć na postrzeganie mnie i jakie konsekwencje mogę ponieść. Czy i Wam się zdarzało cenzurować własne słowa i gryźć się w język by nie napytać sobie biedy? Ile razy chcieliście coś napisać, dodać zdjęcie czy filmik jednak powstrzymaliście się zdając sobie sprawę, że pewnej grupie osób się to nie spodoba? A przede wszystkim czy tak powinno być? Internet miał być przecież miejscem gdzie każdy z nas może być w pełni sobą, miejscem które w razie potrzeby zapewnia anonimowość, a nawet gdy jej nie chcemy i tak czujemy się w nim swobodnie. Tymczasem mam wrażenie, że jest tu teraz więcej ograniczeń niż w rzeczywistości. W realu nasze słowa przeminą, a czyny nie są widziane przez tłumy ludzi, w sieci wszystko zostaje już na zawsze i możemy się nigdy o tego nie uwolnić.

Reklamy

4 thoughts on “O jedno zdanie za dużo… Czyli kto musi się pilnować i czy słowo w sieci ma moc?

  1. ~A.M. pisze:

    Ja, gdy chodziłam do liceum, dałam adres mojego dawnego bloga jednej ze swoich koleżanek. Po tym fakcie (długo po) opublikowałam wpis, w którym mocno wyżyłam się na swojej klasie.
    Wspomniana przeze mnie wcześniej koleżanka oczywiście cały wpis wydrukowała, na drugi dzień zrobiła aferę na całą klasę, oczerniając mnie przed wszystkimi.
    Dziś mam nauczkę,żeby dawać adres bloga TYLKO zaufanym osobom.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s