Pożycz mi książkę

ins

Miała być dziś recenzja ale została przesunięta w czasie do jutra. „Wykolejony” bo to o tej książce miałam pisać jak na prawdziwego dżentelmena przystało ustąpił miejsca wpisowi o pewnym zjawisku które mnie od jakiegoś czasu męczy.

Kiedyś mimo tego, że praktycznie wszyscy wiedzieli o tym że sporo czytam nie przejawiali tym specjalnego zainteresowania. Oczywiście poza osobami które naprawdę to „czuły” i które same zaczytywały się w podobnych klimatach jak ja. Jednak coś się zmieniło. Założyłam blog, zaczęłam dostawać książki od wydawnictw, poświęcam czytaniu jeszcze więcej czasu. Nie wiedziałam, że zrobi to aż tak dużą różnicę niektórym osobą…

W momencie gdy wieść o blogu zaczęła się roznosić nikogo to nie obchodziło. Jednak gdy zaczęłam dostawać książki coraz więcej osób zwraca na moje zainteresowanie uwagę. No i tu zaczyna się problem. Magiczne słowa które padają coraz częściej, z ust coraz bardziej zaskakujących. Pożycz mi książkę.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem ani pazerna ani złośliwa, z przyjemnością pomagam innym wybrać coś fajnego. Przyznaję jednak, że zaczynam się denerwować gdy wymiana zdań przebiega mniej więcej w ten sposób:

– Pożycz mi książkę.
– No spoko, a jaką?
– Bez różnicy.
– Hmmm a jaki gatunek mniej więcej czytasz? Chcesz coś babskiego czy jakiś mocniejszy horror?
– A bez znaczenia.

No ale jak to. Przecież tak się nie da. I co ja mam wtedy zrobić? Po prostu nie przynoszę żadnej książki. Z kilkudziesięciu tytułów które leżą na mojej półce jest masa bardzo specyficznych, wiele gatunków wymieszanych ze sobą. Nie jestem w stanie podjąć decyzji co komu się spodoba, jeżeli ta osoba sama nie wie czego chce. Szczególnie, że kiedyś byłam na tyle głupia i coś tam przynosiłam. Raz usłyszałam, że książka jest do niczego („Zbieracz burz” do niczego??!), innym razem mam 99% pewności, że pożyczona książką nie została nawet otwarta, a kumpela wzięła coś bo wszyscy chcieli.

Cieszy mnie wzrost liczby czytelników, na początku czułam się jak jakaś pionierka, jak święta na misji, myśląc o tym jak pod moim wpływem znajomi zaczynają czytać. Niestety teraz wiem już, że to po prostu poroniony pomysł. Część osób mówi to tylko dlatego, żeby nie odstawać od innych.

Co mam zrobić gdy ktoś chce jakąś książkę ale bez różnicy mu jaką dostanie? Brać pierwszą lepszą, zastanawiać się co kto komu może się spodobać, czy próbować na siłę zmusić do wybrania chociażby gatunku? Właściwie to realizowałam dwa ostatnie punkty, a jeżeli to nie pomagało to sięgałam po sposób pierwszy. Teraz jednak się buntuje i nie przynoszę nic. Po prostu uznaje to za stratę czasu i książki.

Tak stratę książki. Większość (na szczęście nie wszyscy) kompletnie o nie nie dbają. Tym bardziej o pożyczone… Nie policzę już nawet książek które do mnie nie wróciły, za to na pierwszy rzut oka poznam które kiedyś były w innych rękach. Pozaginane okładki, poplamione strony, pozaginane rogi by zaznaczyć rozdział. Syf, kiła i mogiła. Kiedy raz zwróciłam koleżance uwagę w jakim stanie oddaje mi jeden z tytułów nie dość, że bardzo się zdziwiła bo „przecież to tylko książka” a na koniec skwitowała, że „luz na szczęście i tak dostałaś ją pewnie za darmo”. Krew mnie zalała, szczególnie, że każda moja książka wygląda jak nowa, dbam o nie i nikt nie pozna który egzemplarz był ile razy czytany i jak długo gości już w moim domu.

I jak tu szerzyć czytelnictwo skoro zdarzają się takie przypadki? Pożyczyć źle bo ma szansę wrócić zniszczona, w dodatku źle dobrana bo ktoś nie wie czego chce. Nie pożyczyć jeszcze gorzej bo wtedy mają cię za dziwaka i chytrusa.

Znaleźliście jakiś sposób na takie sytuacje?

Reklamy

4 thoughts on “Pożycz mi książkę

  1. ~Juana pisze:

    Nie lubię pożyczać książek dokładnie z powodów, które wyżej opisałaś – jeśli już wrócą to w kiepskim stanie, a w zdecydowanej większości nie wracają. Dlatego pożyczam tylko 2-3 zaufanym osobom 🙂 Jeśli chodzi o zniszczoną książkę to rekordem było zjedzenie jej przez psa – zostały strzępy, oczywiście nie usłyszałam nawet przepraszam, nie mówiąc o jakiejkolwiek propozycji rekompensaty.

    Polubienie

  2. ~martucha180 pisze:

    Dobry zwyczaj nie pożyczaj. Kiedyś do pracy zawiozłam 3 nowe książki, nieczytane przeze mnie, które wygrałam w konkursach. Czytały je 3 osoby, wiem po nazwisku które. I co? Jedna wróciła w takim stanie jak szmata – pozaginane rogi, powywijane strony, wymiętoszona. Nie dochodziłam, która „koleżanka” z pracy tak mi nową książkę załatwiła, więcej im nie pożyczyłam. Dziś pożyczam czasami jednej przyjaciółce i mej lekarce rodzinnej – ona mi, a ja jej. Obie szanujemy książki.

    Polubienie

    • mocno subiektywna pisze:

      Parę dni temu rozpoczęłam akcję „oddaj książkę”. Większość wróciła w dobrym stanie (znajomi wiedzą jakie mam wymogi) jednak na niektóre aż żal patrzeć. Dwie koleżanki dostały niezłą burę i nakaz odkupienia książki w ramach rekompensaty. Mam nadzieję, że to je nauczy jak się o nie dba.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s