Recenzja- „Miecz Shannary” Terry Brooks

miecz

Miecz Shannary już wiele lat temu został okrzyknięty klasykiem gatunku i towarzyszy na półce takim autorom jak Tolkien. Sam cykl zawiera 25 książek co naprawdę robi wrażenie.

Flick i Shei Ohmsfordowie żyli w spokoju przez wiele lat, do czasu pojawienia się w ich osadzie tajemniczego wędrowca. Razem z nadejściem Allanona wszystko uległo zmianie, a oni wyruszyli w podróż swojego życia gdzie wszystko jest możliwe a nic nie jest brane za pewnik. Od nich zależy los świata, ale czy ktoś może znieść tak wielką odpowiedzialność?

Może. Frodo. I mam wrażenie, że to właśnie o nim czytam. Nie zrozumcie mnie źle, książka ta ni jest zła. Porywająca akcja, zwroty akcji które potrafią sprawić, że mamy wrażenie że już nic nas nie zaskoczy by za chwilę… Znów się nieźle zdziwić. Jednak mam wrażenie, że wszystko to już znam. Fabuła i niektóre sytuacje do złudzenia przypominają Władcę Pierścieni. Czasami mam wrażenie, że to to samo tylko język został zubożony i imię postaci zmienione. Zresztą jakie wrażenie można odnieść gdy początek książki wygląda następująco: tajemniczy wędrowiec przybywa do sennej, odizolowanej osady by odnaleźć niczego nie spodziewającego się młodzieńca którego chce zabić największy czarny charakter od wieków. Jednak dobry wędrowiec musi w pośpiechu opuścić Froda yyy tzn Shei i pozostawia list informujący o tym, że by go chronić  przybędzie jego przyjaciel, który z początku wygląda bardzo podejrzanie przy stole karczmy ale później okazuje się, że należy do tych dobrych. Coś wam to przypomina? Niestety to nie koniec podobieństw…

Ciężko mi wyrazić oponie o książce która tak jednoznacznie kojarzy mi się z czymś co dla mnie jest niedoścignionym ideałem, z czymś tak wspaniałym jak proza Tolkiena. Brooksowi nie udało się tak perfekcyjnie wykreować świata, poszczególne rasy nie są tak chakterystyczne i nie widzimy ich przed oczami dzięki opisom autora. Wszystko jest dobre ale przez masę podobieństw czytelnik ciągle porównuje książkę do LoTR i czuje, że coś tu nie gra.

Książka powstała w 1977 roku, do nowych więc nie należy. Podejrzewam, że jej olbrzymi sukces jest uwarunkowany czasem w jakim została wydana- teraz byłoby jej o wiele trudniej się przebić, a czytelnicy nie wybaczyli by tak ogromnego podobieństwa do tolkienowskiej trylogii.

Może jeżeli ktoś nie czytał LoTR-a, albo nie jest tak wielkim jego fanem jak ja pokocha „Miecz Shannary”. Mimo epickości całej powieści, mimo niezaprzeczalnie dobrych momentów i wartkiej akcji ja niestety tej książki nie pokochałam. Podczas czytania miałam wrażenie, że czytam książkę która jest aż za bardzo „inspirowana” Tolkienem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Replika.

Wydawnictwo Replika na Facebooku
„Miecz Shannary”- Terry Brooks

Reklamy

4 thoughts on “Recenzja- „Miecz Shannary” Terry Brooks

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s