Recenzja- „Prawdziwe Morderstwa” Charlaine Harris

Charlaine Harris większość osób dobrze zna. Bestsellerowa seria o Sookie Stackhouse i otaczających ją wampirach doczekała się własnego serialu bijącego rekordy popularności. Okazało się, że Harris pisze nie tylko o istotach nadprzyrodzonych ale również o kobietach zwykłych, uwikłanych co prawda w niezwykłe okoliczności. „Prawdziwe Morderstwa” otwierają właśnie taki cykl, bohaterką którego jest Aurora Teagarden bibliotekarka w niewielkim miasteczku.

Aurora, przez przyjaciół zwana Roe, jest niczym niewyróżniającą się bibliotekarką w niewielkim miasteczku pod Atlantą. Raz w miesiącu bierze jednak udział w spotkaniu grupy „Prawdziwe Morderstwa”, gdzie wraz z innymi członkami omawiają zbrodnie z zamierzchłych lat. Jej życie zmienia się gdy na jednym z takich spotkań znajduje zwłoki zamordowanej członkini klubu, w dodatku zbrodnia została zaplanowana tak by przypominać morderstwo które mieli omawiać na spotkaniu.

Na początku pomyślałam, że zachwycająca okładka mieści w sobie średniej jakości tekst. Mało tego czułam okropną antypatię do głównej bohaterki. Szło mi to o tyle łatwo, że narracja jest z punktu widzenia Roe, co dało nam dostęp do jej niezbyt porywających przemyśleń. Jakże się myliłam! Już po kilkunasty pierwszych stronach stwierdziłam, że z tej bibliotekarki nie jest wcale taka zła postać, a po kilkudziesięciu polubiłam ją absolutnie. Myślę, że pierwsze wrażenie było takie a nie inne z pewnego dość ważnego powodu. Bohaterka była taka ZWYKŁA. Żadna z niej piękność, daleko jej do superwomen, nie ma też życia pełnego uniesień i zwrotów akcji. Jest normalną kobietą która myśli jak każda z nas. Dlatego też na początku wydawało się to zbyt trywialne – ale tak szczerze mówiąc, każdej kobiecie zdarza się dumanie nad fryzurą czy myśli o niczym. Im bardziej powieść się rozwija tym bardziej Roe wydaje się ludzka i normalna, przeżywa szok, nie docierają do niej od razu wszystkie fakty, popełnia błędy i ocenia ludzi po pozorach. Okazało się że pani Harris jest mistrzynią w kreowaniu postaci, żadna z nich nie jest płaska i bez wyrazu, a każda wydaje się taka ludzka i znajoma. Wątek miłosny między Aurorom a tajemniczym pisarzem który w miasteczku pojawił się chwilę przed pierwszym morderstwem, oraz policjantem który jest członkiem klubu dodaje książce niewiarygodnego smaczku. Realizm ich relacji, gestów, niepewności i myślenia nad każdym krokiem bardzo fajnie wpisuje się w całość osobowości Roe.

Wątek kryminalny wydaje się dość prosty i mało zaskakujący, w pewnym momencie miałam wrażenie, że już wszystko wiem i autorka mnie niczym nie zaskoczy. No cóż wstyd przyznać ale tutaj również się myliłam. Z racji tego, że wątków pobocznych jest niewiele, możemy się skoncentrować na najważniejszym i wczytać się w książkę tak bardzo, że nie zauważymy momentu w którym dobiega końca. Wczoraj wieczorem zaczęłam czytać „Prawdziwe Morderstwa” i nie położyłam się dopóki nie przeczytałam ostatniej strony. Sama byłam zaskoczona tym jak bardzo się wciągnęłam i jak bardzo moje pierwsze wrażenie okazało się błędne.

„Prawdziwe Morderstwa” to pozycja obowiązkowa dla osób które lubią kryminały, szczególnie jeżeli szukają książki lekkiej i przyjemnej idealną na chwilę relaksu po ciężkim dniu.

Ach nie mogłabym nie wspomnieć o samym pomyśle na klub Prawdziwe Morderstwa! Dlaczego nigdy na coś takiego nie wpadłam i dlaczego nie poznałam ludzi z którymi mogłabym taki klub założyć? Takie spotkania stałyby się pewnie moim nałogiem, a w końcu moja fascynacja seryjnymi mordercami nie byłaby taka dziwna.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.

Wydawnictwo Replika na Facebooku

„Prawdziwe Morderstwa”- Charlaine Harris

Reklamy

5 thoughts on “Recenzja- „Prawdziwe Morderstwa” Charlaine Harris

  1. ~Gusia pisze:

    Takie książki są najlepsze dla osób, które „czytają do końca”, bez względu na jakość i „nudność” powieści. Ja zawsze staram się dobrnąć do końca lektury, a tutaj ewidentnie widać, że porzucenia książki na półkę byłoby najgorszym, co moglibyśmy zrobić. Chyba skuszę się na tę książkę 😀

    Polubienie

    • mocno subiektywna pisze:

      Dokładnie! Są książki których czytać się po prostu nie da dalej i czy się chce czy nie człowiek nie daje rady (pamiętam jak czytałam o Judaszu jakąś książkę, Jezus i cała reszta mówiła prawie gwarą uliczną… brakowało im tylko adidasów) tutaj na początku też jakoś opornie mi szło, strasznie irytowała mnie bohaterka. Ale gdy zamknęłam książkę ciągle myślałam tylko kiedy następną część przeczytam 😉 Bardzo lekka i przyjemna lektura.

      Polubienie

  2. ~Inna pisze:

    To tak jak z Sooki. Nie wiem czy w książce jest tak samo jak irytująca jak w serialu ale… Widzę że nowa bohaterka też potrafi zirytować, dobrze że później da się ja lubić

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s